Dzień trzeci
Z nieba (tego słowa nauczył mnie Bóg) zaczęło coś spadać. Nie bolało jak mnie uderzało ale mimo wszystko wolałem się schować pod drzewem. Jednak i tak to na mnie spadało. I wtedy pomyślałem, żeby zbudować schronienie. Nazwałem je Dom.
Gdy skończyłem budować
ona stworzenie usiłowało wepchnąć się do Domu. Zdenerwowałem się i powiedziałem
jej mu, żeby spadało gonić wiatr (ostatnio udawało mi się wymyśleć cięte odpowiedzi). Chyba
jej mu się to nie spodobało, bo z jego niebieskich otworów zaczęło coś wypływać. Chyba było
mu JEJ smutno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz