Dzień 23342
Jestem już stary. Żyję w tej świadomości odkąd urodził się mój pierwszy syn - Kain. Teraz wszystkie moje dzieci stoją obok mnie. Nad wykopanym dołem. A w nim jej ciało. Ciało tego stworzenia, które chodziło za mną w raju i przez które mnie tam nie ma. Jednak nie złoszczę się na nie. Zresztą nawet jakbym na nie krzyknął nie odpowiedziałoby. Nie mogło. Już nie mogła. Ze łzami w oczach do niej szepczę. Spotkamy się w Parku Niagara.
Blog Adama
czwartek, 24 września 2015
Dzień czwarty
Dzisiaj chciałem odpocząć. Ostatnio miło mi było w towarzystwie Ewy (powiedziała mi jak się nazywa) lecz miałem dość nawet jej ciągłego świergotania. Więc powiedziałem jej lojalnie, że chce odpocząć i że ona może pójść w stronę zakazanego drzewa, że tam jest więcej nazw do wymyślenia. W tym momencie Bóg przyszedł porozmawiać ze mną. Spytał się czy nie mam żadnych obowiązków. Odpowiedziałem, że chcę odpocząć. A on powiedział dzień święty wypada za pięć dni i wtedy się odpoczywa. W sumie była to prawda. Jednak jeszcze nie wiedziałem, że w Parku Niagara
już więcej nie będę odpoczywał.
Ewa zjadła Owoc. Ten zakazany. Ale nie to było najgorsze. Ja też go ugryzłem. Ale to ona mnie namówiła! To przez nią! Bóg się zdenerwował. Spytał nas czemu to zrobiliśmy. Powiedziałem, że to przez Ewę. Ona powiedziała, że to przez węża bo ją namówił i że ja też to jadłem. Powiedziałam jej, żeby spadała przytulać kaktusy (to takie kłujące rośliny). Bóg powiedział, że oboje ponosimy winę za swe czyny. I wygnał nas z Parku Niagara.
Dzień trzeci
Z nieba (tego słowa nauczył mnie Bóg) zaczęło coś spadać. Nie bolało jak mnie uderzało ale mimo wszystko wolałem się schować pod drzewem. Jednak i tak to na mnie spadało. I wtedy pomyślałem, żeby zbudować schronienie. Nazwałem je Dom.
Gdy skończyłem budowaćona stworzenie usiłowało wepchnąć się do Domu. Zdenerwowałem się i powiedziałem jej mu, żeby spadało gonić wiatr (ostatnio udawało mi się wymyśleć cięte odpowiedzi). Chyba jej mu się to nie spodobało, bo z jego niebieskich otworów zaczęło coś wypływać. Chyba było mu JEJ smutno.
Z nieba (tego słowa nauczył mnie Bóg) zaczęło coś spadać. Nie bolało jak mnie uderzało ale mimo wszystko wolałem się schować pod drzewem. Jednak i tak to na mnie spadało. I wtedy pomyślałem, żeby zbudować schronienie. Nazwałem je Dom.
Gdy skończyłem budować
Dzień drugi
Wstałem rano i coś zobaczyłem. Przestraszyłem się i uciekłem. To miało długie włosy i chodziło na dwóch podporach. Jak ja. I chyba właśnie to, że to coś było podobne do mnie, tak mnie przestraszyło.
Cały dzień chodziłem i rozmawiałem z innymi stworzeniami. Powiedziały, że Bóg kazał im mi służyć i że cieszą się, że z nimi rozmawiam. Tylko, że był jeden kłopot. Nie wiedziałem jak się nazywają. I wtedy pomyślałem, że sam mogę je nazwać. I nie tylko je. Także wszystko dookoła. Tylko, że to nie było takie proste jak myślałem. I wtedy stało się coś dziwnego. Stworzenie, które rano zobaczyłem nagle odezwało się do mnie. Było to tak zaskakujące, jakby przemówiło do mnie drzewo. Hura! Właśnie wymyśliłem nazwę. Tylko jeszcze nie wiem do czego.. A wracając do dziwnego stworzenia, powiedziało, że to na co się patrzę mogłoby się nazywać PARK NIAGARA. Tylko, że to niesprawiedliwe, że ona za mnie wymyśla nazwy. Ona? Jaka ona? Zaczynam wariować...
Dzień pierwszy
Na początku nic nie rozumiałem. Jednak On mi wszystko wytłumaczył. Wierzyłem w to, że mnie kocha. I byłem szczerze wdzięczny za to co mi dał. A powiedział, że uczynił mnie na swój obraz i żebym panował nad wszystkimi zwierzętami. Tylko, że nie byłem wcale do Niego podobny. Powiedział mi, że jest Bogiem. Ale nie mogłem zobaczyć jak wygląda. Zawsze pokazywał mi się jak to światło, co bez niego jest ciemno i świeci dużo innych świateł. I powiedział mi jeszcze jedno. Nazywam się Adam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)